Największe polskie serwisy informacyjne mają już pod nagłówkiem artykułu link do google.com/preferences/source. Onet, Interia, Gazeta.pl, Wyborcza, TVN24, RMF24, Radio Zet, Super Express, Spider’s Web, Telepolis, Benchmark, Komputer Świat, naTemat i Wprost. Każdy z tych przycisków złapaliśmy na żywo 25 i 26 sierpnia 2026, na stronie konkretnego artykułu, z renderem w przeglądarce i kontrolą, czy zrzut nie łapie przy okazji okna zgody.
Przegląd wypadł w ciekawym momencie. Tydzień wcześniej, 20 sierpnia 2026, Google dołożył do tej funkcji gotowy przycisk dla wydawców, który wystarczy osadzić dwiema liniami kodu. W żadnym z oglądanych przez nas wdrożeń jeszcze go nie widzieliśmy. Wszystkie stoją na rozwiązaniu, które redakcje składały same.
Wyszła z tego rzecz ciekawsza niż sama lista nazw. Rynek wdrożył tę samą funkcję w kilkunastu różnych wariantach nazewniczych, w kilku przypadkach z błędem technicznym, a w części serwisów obok stoi przycisk, który wygląda podobnie i robi coś zupełnie innego.
Czym są preferowane źródła i gdzie widać ich efekt
Funkcja ruszyła w Polsce 30 kwietnia 2026, razem z rozszerzeniem na wszystkie języki. Czytelnik zaznacza w ustawieniach Google serwisy, które chce widzieć częściej, a wybór zapisuje się na jego koncie i działa w każdej przeglądarce, w której jest zalogowany. Linki do wybranych serwisów dostają plakietkę „preferowane”, a Google może też pokazać osobną sekcję „Z Twoich źródeł”.
Ważne jest to, gdzie ta preferencja w ogóle ma wpływ. Dokumentacja wymienia trzy powierzchnie i ani jednej więcej.
- sierpień 2025 Start w Najważniejszych artykułach Stany Zjednoczone i Indie, po fazie testów w Labs
- kwiecień 2026 Polska i pozostałe języki Funkcja dostępna dla polskich użytkowników wyszukiwarki
- maj 2026 Tryb AI i przeglądy od AI Preferencja zaczyna działać także w odpowiedziach generowanych przez model
- sierpień 2026 Gotowy przycisk dla wydawców Google udostępnia widget do osadzenia dwiema liniami kodu, razem z liczbą ponad 600 tys. wybranych źródeł
Rozszerzenie na tryb AI i przeglądy od AI waży tu więcej niż start w Najważniejszych artykułach. Odpowiedź generowana przez model cytuje kilka źródeł i to jest miejsce, w którym najbardziej boli brak widoczności. Preferencja czytelnika przesuwa w tym zestawie akcenty na korzyść serwisów, które ten czytelnik już zna.
Liczba wybranych źródeł rośnie skokowo: 90 tys. w grudniu 2025, ponad 345 tys. pod koniec maja 2026, ponad 600 tys. 20 sierpnia 2026. Google liczy przy tym unikalne źródła, a nie osoby, które ich wybrały, więc nie wynika z tego, ilu ludzi w ogóle z funkcji korzysta.
Google podaje jedną liczbę o skuteczności: użytkownicy klikają w preferowane źródło średnio dwa razy częściej. Nie podaje wielkości próby, bazowego CTR ani rozbicia na powierzchnie. Warto pamiętać, skąd ta dwukrotność się bierze. Ludzie zaznaczają marki, które i tak lubili, więc w tej liczbie siedzi selekcja, a nie sam efekt plakietki.
Jak wygląda to u wydawców, którzy już go wdrożyli?
Poniżej każdy przycisk preferowanych źródeł, który udało nam się zobaczyć i sfotografować, z podpisem, gdzie w artykule stoi. To zestawienie tego, co widzieliśmy, a nie mapa całego rynku. O serwisach, których tu nie ma, nie twierdzimy niczego.
-
Benchmark.pl w treści artykułu -
Gazeta.pl pod leadem -
Interia pod leadem -
Komputer Świat w treści artykułu -
naTemat w treści artykułu -
Onet w treści artykułu -
Radio Zet pod leadem -
RMF24 w treści artykułu -
Spider's Web pod leadem -
Super Express pod leadem -
Telepolis pod leadem -
TVN24 w treści artykułu -
Wprost pod leadem -
Wyborcza.pl w treści artykułu
Trzy rzeczy w tym zestawieniu zaskakują.
Wdrożenie nie idzie po wydawcach, tylko po pojedynczych redakcjach. W Ringier Axel Springer przycisk źródła mają Onet i Komputer Świat, z tego samego komponentu, a Fakt, Newsweek, Forbes i Business Insider wystawiają w tym miejscu obserwowanie profilu. Decyzja zapada więc na poziomie serwisu, a nie centralnie, co dla mniejszego wydawcy jest dobrą wiadomością: nie ma tu żadnej bariery wejścia poza czyjąś decyzją.
Nazewnictwo się rozjechało. Jedni mówią „ulubione źródła”, drudzy „preferowane źródła”, a kolejni unikają obu określeń i piszą po prostu „Dodaj do Google”. Google nazywa to preferowanymi źródłami, więc spora część rynku uczy czytelnika własnego, niezgodnego słownictwa. Przy funkcji, o której nikt jeszcze nie słyszał, to realny koszt.
Przycisk niemal zawsze stoi nad tekstem, najczęściej pod leadem albo w pasku z nazwiskiem autora i datą. RMF24 daje go na końcu artykułu, Komputer Świat dokłada ikonę w stopce. Logika jest czytelna: prosisz o lojalność tego, kto właśnie czyta twój tekst, a nie tego, kto dopiero skanuje nagłówki.
Przycisk, który wygląda tak samo i robi co innego
Największy błąd w tej stawce nie polega na złej etykiecie, tylko na pomyleniu dwóch osobnych funkcji Google. W pasku udostępniania Faktu, Newsweeka, Forbesa i Business Insidera stoi link do profile.google.com, czyli do obserwowania profilu wydawcy w Discoverze i Wiadomościach Google. Onet, Komputer Świat, Gazeta.pl, Radio Zet, naTemat i Wprost trzymają oba przyciski obok siebie. To nie jest ta sama rzecz co panel preferowanych źródeł w wyszukiwarce i nie daje plakietki przy wynikach.
Najlepiej widać to na Onecie, który ma oba w jednym artykule: przycisk źródła pod leadem i przycisk obserwowania kilka ekranów niżej. Wyglądają jak wariant tej samej rzeczy, a prowadzą w dwa różne miejsca Google.
Różnicy nie widać po wyglądzie, tylko po adresie, pod który prowadzi link. Pierwszy dokłada serwis do preferowanych źródeł w wyszukiwarce, drugi zapisuje obserwowanie profilu. Czytelnik, który kliknie ten drugi w przekonaniu, że robi to pierwsze, nie zobaczy potem żadnej plakietki przy wynikach wyszukiwania.
Sama etykieta bywa przy tym dłuższa niż jedno słowo i to akurat wychodzi wdrożeniu na dobre. RMF24 należy do nielicznych, które w ogóle tłumaczą czytelnikowi, po co ma kliknąć: zamiast etykiety stawia pytanie „chcesz widzieć więcej artykułów od RMF24?”.
Wszystkie zrzuty pochodzą z 25 i 26 sierpnia 2026, z konkretnych artykułów, nie ze stron głównych. Wdrożenia zmieniają się z tygodnia na tydzień, więc traktuj to zestawienie jako zdjęcie stanu, a nie stałą.
Ciekawy jest kontrast z zagranicą. BBC poszło zupełnie inaczej: zamiast przycisku w artykule trzyma link w stopce, między regulaminem a polityką prywatności. Prowadzi on do własnego tekstu, który tłumaczy, jak w ogóle działa wybór źródeł w Google, i robi to nie tylko pod siebie.
Bez konta Google przycisk prowadzi donikąd
Otworzyliśmy adres panelu w czystej sesji przeglądarki, bez żadnych ciasteczek Google, 25 sierpnia 2026 z polskiego adresu IP. Oba testowe adresy, ?q=rewizja.net i ?q=onet.pl, skończyły w tym samym miejscu: na ekranie logowania accounts.google.com. Panel wyboru źródła nie pokazał się ani razu.
Dokumentacja Google mówi o koncie ostrożnie: opisuje, co daje zalogowanie, a nie stawia go wprost jako warunku. W praktyce warunkiem jest.
Jak wstawić przycisk u siebie i którą drogą
Od 20 sierpnia 2026 drogi są dwie, a wybór między nimi ma konsekwencje, o których Google nie pisze.
Droga pierwsza: gotowy przycisk Google
Dokumentacja dla wydawców, w wersji angielskiej zaktualizowanej dokładnie tego dnia, podaje dwie linie do wklejenia w HTML:
<script async src="https://news.google.com/swg/js/v1/publisher.js"></script>
<div google-add-preferred-source-btn></div>
Różnica nie jest kosmetyczna. Komunikat Google opisuje, że kliknięcie dodaje serwis do preferowanych i od razu odsyła czytelnika tam, gdzie przerwał czytanie. Czytelnik zostaje u ciebie.
Droga druga: własny link do panelu
To na niej stoją wszystkie wdrożenia, które oglądaliśmy. Technicznie zwykły link, w którym po znaku zapytania podajesz własną domenę:
<a href="https://www.google.com/preferences/source?q=rewizja.net">
Dodaj Rewizja.Net do preferowanych źródeł w Google
</a>
Dla twojego serwisu podmieniasz rewizja.net na własny adres, bez https:// i bez ukośnika na końcu. Ta droga wyprowadza czytelnika do Google i zostawia go tam, ale w zamian daje jedyną rzecz, której gotowy przycisk nie da: kliknięcie zostaje na twojej stronie i możesz je policzyć.
Postawiliśmy oficjalny przycisk na własnej stronie testowej, żeby zobaczyć, co dokładnie robi. Trzy rzeczy warto sprawdzić przed wdrożeniem. Przycisk sam tłumaczy się na polski i wyświetla etykietę „Dodaj do preferowanych źródeł”, mimo że polskiej paczki graficznej Google nadal nie udostępnia. Nie wymaga konta w Publisher Center: ramka ładuje się z identyfikatorem publication-id-free, czyli działa u każdego. Nie renderuje się za to na pliku otwartym z dysku, bo potrzebuje prawdziwej domeny w adresie, więc w podglądzie lokalnym zobaczysz pustą przestrzeń.
Nasze wdrożenie, żebyś zobaczył prawdziwy przycisk
Poniżej stoi działający przycisk tego bloga, nie zrzut ekranu. Kliknięcie doda Rewizja.Net do Twoich preferowanych źródeł i wróci na ten akapit.
Wdrożenie zajęło dwie linie z dokumentacji Google i jedną własną decyzję. Linie są te same, co wyżej. Decyzja dotyczy tego, kiedy przycisk się ładuje.
Każdy dodatkowy skrypt na stronie kosztuje szybkość, a szybkość jest jednym z sygnałów, które Google bierze pod uwagę. Nasz przycisk wczytuje się dopiero wtedy, gdy czytelnik zbliża się do tego miejsca w tekście. Kto tu nie dojdzie, nie zapłaci za niego ani milisekundą. Miejsce na przycisk jest przy tym zarezerwowane z góry, więc treść nie podskakuje w trakcie czytania.
Zysku w danych z tego nie mamy i nie udajemy, że mamy. Kliknięcie dzieje się już po stronie Google, więc jedyne, co widzimy u siebie, to ilu czytelników w ogóle dotarło do tego akapitu.
Haczyk dla polskiego wydawcy: polska wersja dokumentacji nosi 25 sierpnia 2026 nadal datę 1 czerwca i o nowym przycisku nie wspomina ani słowem. Kod jest wyłącznie w wersji angielskiej.
-
Sprawdź, czy adres się kwalifikuje
Kwalifikują się domeny i subdomeny. Podkatalog nie zadziała, więc blog w katalogu /blog trzeba wskazać jako całą domenę firmy.
-
Wybierz drogę
Gotowy przycisk Google, gdy liczy się wygoda czytelnika. Własny link https://google.com/preferences/source?q=twojadomena.pl, gdy chcesz mierzyć kliknięcia.
-
Napisz etykietę pełnym zdaniem
„Dodaj nas do preferowanych źródeł w Google” mówi więcej niż „Dodaj w Google”, a druga linia z wyjaśnieniem, po co to klikać, kosztuje jedno zdanie.
-
Postaw go pod leadem albo przy nazwisku autora
Tak zrobiła większość rynku i to jest sensowne: prosisz czytelnika o lojalność wtedy, gdy właśnie zaczyna czytać, a nie na stronie głównej.
-
Podepnij zdarzenie GA4 przy pierwszym wdrożeniu
Dotyczy wersji z własnym linkiem. Przycisk bez zdarzenia jest niepoliczalny, a dołożenie pomiaru później oznacza kwartał bez danych porównawczych.
Jeśli składasz przycisk sam, zostaje kwestia grafiki. Google udostępnia gotowe paczki z plakietką w kilkunastu wersjach językowych i polskiej wśród nich nie ma, więc etykietę trzeba napisać samodzielnie. Widać to zresztą w zestawieniu wyżej: ile redakcji, tyle sformułowań. Ograniczenie co do adresu dokumentacja formułuje wprost.
Na przykład domeny
https://www.example.com/ihttps://code.example.com/kwalifikują się do preferowanych źródeł, ale podkataloghttps://www.example.com/blogjuż nie.
Druga rzecz z dokumentacji, do sprawdzenia przed wdrożeniem: pomoc Google dwa razy zaznacza, że źródła nieaktualizowane regularnie mogą być w narzędziu wyboru niedostępne. Serwis publikujący raz na kwartał może więc postawić przycisk, który u części czytelników nie znajdzie czego dodać.
Nie każda domena się kwalifikuje
Przycisk wyrenderuje się na dowolnej stronie, ale to nie znaczy, że Google przyjmie każdą domenę. Warunki są dwa i oba stoją wprost w dokumentacji.
Pierwszy jest strukturalny: kwalifikują się wyłącznie domeny i subdomeny. Drugi jest redakcyjny i pomoc Google powtarza go dwa razy na jednej stronie.
Źródła, które nie są regularnie aktualizowane, mogą być niedostępne.
To jedyne, co Google mówi o kwalifikacji. Nie ma progu liczby publikacji, nie ma wymogu obecności w Publisher Center ani w Wiadomościach Google, nie ma listy odrzuconych kategorii.
Sprawdziliśmy to na sobie. Rewizja.Net jest blogiem firmowym, nie serwisem informacyjnym, i nie publikuje codziennie. Panel wyboru źródeł odpowiada na naszą domenę krótko.
Ten sam mechanizm zadziała, gdy przycisk stanie na adresie roboczym. Nasze środowisko podglądów dostaje wtedy komunikat wprost.
Praktyczny wniosek dla firmy z blogiem jest niewesoły. Warunek regularności odsiewa dokładnie te witryny, które publikują od święta, a warunek domenowy nie pozwala wskazać samego bloga. Zanim postawisz przycisk, sprawdź jednym kliknięciem, czy Google w ogóle widzi twoją domenę jako źródło.
Jak zmierzyć coś, czego Google nie raportuje
Search Console nie ma wymiaru dla preferowanych źródeł ani filtra dla Najważniejszych artykułów. Wydawcy cytowani przez Digiday mówili o tym wprost już w lutym 2026, a Google odpowiadał wtedy, że wciąż zbiera opinie o tym, jakie dane byłyby przydatne. Do sierpnia nic się w tej sprawie nie zmieniło. Zostaje więc pomiar po swojej stronie i uczciwe nazwanie jego granicy.
Kliknięcie samo w sobie da się jednak policzyć u siebie, o ile stawiasz wariant z własnym linkiem. Wystarczy podpiąć pod ten link zdarzenie w narzędziu analitycznym, którego już używasz, i przekazać w nim dwie rzeczy: miejsce, w którym przycisk stoi, oraz adres strony. Gotowego kodu tu nie przepisujemy, bo w każdym wdrożeniu wygląda inaczej: raz idzie przez kontener tagów, raz przez warstwę danych, raz wprost ze strony. Istotne jest co innego. Zdarzenie trzeba w GA4 oznaczyć jako kluczowe, żeby weszło do raportów porównawczych, a informacja o miejscu ekspozycji pozwoli po miesiącu zostawić dwa najlepsze miejsca zamiast pięciu przypadkowych.
Wtedy przestajesz mieć jedną liczbę „tyle kliknięć”, a zaczynasz mieć odpowiedź na pytanie, kto i co je przyniosło.
Jak to wygląda w raporcie
U nas dane zbiera GA4, a obraz z nich składamy w Telosie, naszym panelu, który ściąga liczby z kilku źródeł naraz i przy każdej dopisuje, co znaczy dla firmy. Dla wydawcy najciekawsze są dwa zestawienia. Pierwsze pokazuje, którzy autorzy przekonują czytelnika, żeby dodał serwis do swoich źródeł.
| Autor | Kliknięcia w przycisk | Odsłony tekstów | Na tysiąc odsłon |
|---|---|---|---|
| A. Nowak | 412 | 96 000 | 4,3 |
| K. Wiśniewski | 260 | 71 000 | 3,7 |
| M. Zieliński | 198 | 88 000 | 2,3 |
| P. Lewandowska | 96 | 54 000 | 1,8 |
| T. Kamiński | 84 | 210 000 | 0,4 |
| Kategoria wpisów | Kliknięcia w przycisk | Odsłony tekstów | Na tysiąc odsłon |
|---|---|---|---|
| Dziennikarstwo śledcze | 470 | 104 000 | 4,5 |
| Poradniki prawne | 310 | 82 000 | 3,8 |
| Lokalne inwestycje | 244 | 90 000 | 2,7 |
| Wywiady | 130 | 68 000 | 1,9 |
| Relacje z meczów | 90 | 240 000 | 0,4 |
Liczby i nazwiska w obu tabelach są przykładowe i pokazują układ raportu, a nie nasze dane. Wniosek, który z takiego zestawienia wychodzi, bywa za to niewygodny. Dział z największym ruchem rzadko jest tym, który buduje stałą publiczność. W przykładzie wyżej sport zbiera najwięcej odsłon ze wszystkich i wypada najsłabiej w ostatniej kolumnie. Widać to dopiero wtedy, gdy kliknięcia odniesiesz do odsłon, a nie porównujesz ich między sobą.
Ten sam raport odpowiada przy okazji na pytanie, gdzie postawić przycisk. Jeżeli dwa miejsca ekspozycji dają wynik różniący się kilkukrotnie, jedno z nich po prostu zdejmujesz.
Komentarz eksperta Najładniejszy baner zachęcający do kliknięcia ma skuteczność liczoną w promilach i nie traktuj go jako remedium na problemy z zasięgiem. To nie jest powód, żeby go nie stawiać. To jest powód, by go mierzyć od pierwszego dnia i analizować skuteczność oraz wpływ na nasz ruch. Dopiero zdarzenie w analityce pokazuje, które teksty przyciągają czytelnika na stałe, a które zebrały jedno wejście i zniknęły.
Trzeba przy tym pilnować granicy pomiaru. Policzysz kliknięcie prowadzące do Google. Nie dowiesz się, czy czytelnik potwierdził wybór, bo ten krok dzieje się po stronie Google i nic z niego nie wraca. Każda liczba, którą podasz zarządowi, jest górnym oszacowaniem.
Do oceny efektu po kwartale zostają cztery sygnały pośrednie: kliknięcia w przycisk i ich udział w odsłonach miejsca, w którym stoi; zapytania brandowe w Search Console, które przy budowaniu lojalności powinny rosnąć; CTR i kliknięcia na świeżych adresach w pierwszych 48 godzinach od publikacji, bo tam siedzą Najważniejsze artykuły; oraz powracający użytkownicy z organicznych wejść w GA4. Do rozdzielenia ruchu brandowego od reszty przyda się filtr Branded Queries w Search Console.
Czego nie robić: nie przypisuj wzrostu ruchu liczbie kliknięć w przycisk. Nie ma między tymi rzeczami bezpośredniej korelacji. Raportuj te dwie rzeczy osobno.
Najczęstsze błędy w ocenie
Temat jest młody, więc w sieci krąży już zestaw twierdzeń, których dokumentacja nie potwierdza.
-
Że działa w Discoverze. Nie działa.
Dokumentacja wymienia Najważniejsze artykuły, tryb AI i przeglądy od AI, Discovera na tej liście nie ma. Pomyłkę łatwo popełnić na dwa sposoby. Starszy to aktualizacja Discovera z lutego 2026, która mówiła o preferencjach wobec twórców i źródeł, ale opisywała inny mechanizm. Nowszy to komunikat z 20 sierpnia, w którym Google ogłosił trzy rzeczy naraz: przycisk preferowanych źródeł, dostrajanie feedu w Discoverze i wybór tematów w Wiadomościach.
-
Że to sprytny growth hacking portali. Też nie.
Google sam podaje format tego adresu w dokumentacji dla wydawców, sam udostępnia paczki plakietek i sam zachęca do stawiania przycisku obok innych wezwań do działania.
-
Że to nowy sygnał SEO. Nie ten poziom.
Nagłówek „teraz globalny sygnał SEO” zrobił karierę, ale opisuje coś innego, niż sugeruje. To personalizacja przypisana do konta. Nikomu, kto twojego serwisu nie zaznaczył, nie zmienia pozycji.
-
Że wystarczy dodać przycisk i ruch wzrośnie dwukrotnie. Nie stąd ta liczba.
Dwukrotność dotyczy zachowania osób, które już wskazały serwis, a nie efektu samego przycisku na stronie.
Komentarz ekspertki Dodanie do preferowanych źródeł wspiera obecność w cytowaniach AI od Google, ale nie traktujmy tego jako złotego środka, który sam uczyni serwis widocznym. Pamiętaj, że musisz zadbać o podstawy technicznej optymalizacji serwisu.
Co to zmienia dla mniejszego wydawcy
Funkcja z definicji premiuje tych, którzy mają już lojalną publiczność, więc na pierwszy rzut oka wygląda na kolejne narzędzie dla dużych. Portal lokalny nie zbierze tylu wyborów co Onet i nigdy nie zbierze.
Tylko że liczy się tu nie liczba bezwzględna, a konwersja. Relacja z czytelnikiem tygodnika powiatowego bywa mocniejsza niż z serwisem ogólnokrajowym, którego ten sam czytelnik używa przypadkowo. Jeśli twoja publiczność wraca, bo interesuje ją konkretnie to, co piszesz, odsetek osób gotowych kliknąć powinien być wyższy niż u nich. Tego nikt jeszcze w Polsce nie policzył, bo nikt nie opublikował danych z własnego przycisku.
Dla firmy z blogiem sprawa jest inna. Preferowane źródła sięgają całej domeny, więc czytelnik dodaje do listy nie twój poradnik, tylko cały serwis razem z ofertą. Sens ma to wtedy, gdy publikujesz regularnie i masz odbiorców, którzy wracają po treść, a nie po produkt. W pozostałych przypadkach przycisk będzie ozdobą.
Nasza rekomendacja jest prosta: jeśli publikujesz regularnie, postaw przycisk, napisz przy nim jedno zdanie wyjaśnienia i od pierwszego dnia mierz kliknięcia z parametrem miejsca. Po kwartale będziesz mieć liczbę, której nie ma dziś nikt inny na polskim rynku, i to jest w tej całej historii najcenniejsze.
Co musisz wiedzieć o preferowanych źródłach w Google:
- Funkcja działa w Polsce od 30 kwietnia 2026 i obejmuje Najważniejsze artykuły, tryb AI oraz przeglądy od AI. Discovera nie obejmuje.
- Od 20 sierpnia 2026 Google daje gotowy przycisk na dwie linie kodu. Starsza droga to własny link do google.com/preferences/source z adresem witryny w parametrze.
- Kwalifikują się domeny i subdomeny, podkatalogi nie. Blog pod adresem /blog nie da się wskazać osobno.
- Mają go już największe polskie serwisy, a część z nich wystawia obok mylnie podobny przycisk obserwowania profilu w Discoverze i Wiadomościach.
- Bez zalogowania do konta Google stary deeplink przekierowuje na ekran logowania, co ogranicza realną konwersję do zalogowanej części publiczności.
- Search Console nie raportuje efektu. Mierzalne są kliknięcia we własny przycisk w GA4 oraz sygnały pośrednie: zapytania brandowe i zachowanie świeżych adresów.
- Wybór czytelnika nie zmienia pozycji nikomu innemu. To personalizacja przypisana do konta, nie sygnał rankingowy.
FAQ
Czy preferowane źródła wpływają na pozycję w wynikach wyszukiwania?
Nie w sensie rankingowym. Wybór zapisuje się na koncie konkretnego użytkownika i zmienia wyniki tylko jemu. Osoba, która danego serwisu nie zaznaczyła, widzi go dokładnie tam, gdzie wcześniej. Google opisuje to w dokumentacji jako personalizację, a nie jako sygnał jakości.
Jak wstawić przycisk „Dodaj w Google” na własnej stronie?
Od 20 sierpnia 2026 są dwie drogi. Gotowy przycisk Google to dwie linie w HTML: skrypt news.google.com/swg/js/v1/publisher.js oraz pusty element z atrybutem google-add-preferred-source-btn. Druga droga to zwykły link do adresu https://google.com/preferences/source?q=twojadomena.pl, którego używają dziś wszystkie polskie serwisy z przyciskiem.
Czy można wskazać podstronę albo kategorię zamiast całej domeny?
Nie. Kwalifikują się domeny i subdomeny, podkatalogi nie. Adres blog.twojafirma.pl zadziała, twojafirma.pl/blog już nie. Dla firm z blogiem w podkatalogu oznacza to, że czytelnik dodaje do listy całą witrynę razem z ofertą i cennikiem.
Czy preferowane źródła działają w Google Discover?
Nie. Dokumentacja Google wymienia Najważniejsze artykuły, tryb AI i przeglądy od AI. Discovera na tej liście nie ma. Mylenie bierze się stąd, że w komunikacie z 20 sierpnia 2026 Google ogłosił równocześnie przycisk preferowanych źródeł oraz osobne zmiany w Discoverze i w Wiadomościach. To trzy różne funkcje opisane w jednym tekście.
Ile źródeł może zaznaczyć jeden czytelnik?
Pomoc Google nie podaje żadnego limitu. Podaje za to, że przy starcie funkcji ponad połowa testujących wskazała cztery źródła lub więcej. Lista nie jest więc miejscem dla jednej marki, tylko zestawem, w którym trzeba się zmieścić.
Google mówi, że moja witryna nie jest kwalifikowanym źródłem. Dlaczego?
Warunki są dwa. Kwalifikują się tylko domeny i subdomeny, więc podkatalogu wskazać się nie da. Poza tym pomoc Google zaznacza, że źródła nieaktualizowane regularnie mogą być niedostępne, i to jest jedyne kryterium redakcyjne, jakie podaje. Uwaga na test: osadzony widget wysyła do Google adres strony, na której stoi, więc kliknięcie go na środowisku roboczym sprawdza to środowisko, a nie docelowy serwis.
Czy trzeba być zalogowanym, żeby dodać źródło?
Tak. Sprawdziliśmy to w czystej sesji przeglądarki 25 sierpnia 2026: adres panelu przekierowuje wtedy na ekran logowania Google. Czytelnik bez konta albo wylogowany nie doda serwisu jednym kliknięciem, i to jest górny pułap skuteczności przycisku.
Jak sprawdzić w Search Console, czy przycisk coś dał?
Bezpośrednio nie sprawdzisz. Search Console nie ma wymiaru ani filtra dla preferowanych źródeł, a Najważniejszych artykułów nie da się oddzielić od reszty wyników. Zostają sygnały pośrednie: kliknięcia we własny przycisk w GA4, zapytania brandowe i zachowanie świeżych adresów w pierwszych 48 godzinach.
Źródła
- [1] Preferowane źródła w wynikach wyszukiwania, dokumentacja dla wydawców developers.google.com
- [2] Wybieranie preferowanych źródeł, pomoc Google support.google.com
- [3] Guide to Preferred Sources for Web Publishers, wersja angielska z kodem przycisku developers.google.com
- [4] Personalize what you see on Google Search, News, Discover, komunikat z 20 sierpnia 2026 blog.google
- [5] Funkcja preferowanych źródeł w wyszukiwarce Google dostępna w Polsce blog.google
- [6] Preferred sources in Top Stories, ogłoszenie funkcji blog.google
- [7] Original, high quality content in Search, rozszerzenie na tryb AI blog.google
- [8] Without transparency, publishers can't tell if preferred sources benefit them digiday.com
- [9] Portale zachęcają, by dodawać je w Google do ulubionych źródeł press.pl